Freak show, czyli najdziwniejsze tusze do rzęs z mojej kosmetyczki

 

Dziewczyny,

dziś czekają was 3 krótkie, ale rzetelne recenzje; będą one trochę nietypowe, tak samo jak opisywane produkty. Wiecie, że mam największą słabość do makijażu oka, a w szczególności do tuszu do rzęs. Kupuję często i – jak się okazuje – różne. Ostatnio robiłam przegląd mojego kufra z kosmetykami. To, co znalazłam wepchnięte na samo dno, natchnęło mnie do napisania tego posta.

Jestem bowiem dumną posiadaczką trzech dziwnych i nietypowych tuszów do rzęs. Większość z was pewnie nie zakupiłaby „czegoś takiego”, inne zastanawiają się, czy w ogóle taki tusz do rzęs działa i w jaki sposób.

Kochane, bez rozległych wstępów – oto lista mich dziwnych, tuszów do rzęs :

1. Estee Lauder Turbo Lash – to pięknie wyglądający tusz do rzęs, który…wibruje podczas malowania rzęs. Właściwie nie wiem, jakim cudem te tusz znalazł się w mojej kosmetyczce. Po pierwsze ma włochatą spiralkę, której nie lubię, a po drugie mam za sobą niezbyt miłe doznania po malowaniu rzęs inną wibrującą maskarą, czyli Lancome Oscillation. Ze smutkiem i żalem zawiadamiam, że te wibracje nie są pozytywne. Nie dość, że trzeba samozaparcia, aby nie wetknąć sobie ciężkiej do okiełznania spiralki w oko, to jeszcze szczoteczka chwyta rzęsy i najzwyczajniej w świecie potrafi wyrwać te słabo zakorzenione w mieszkach. Odradzam.

2. Avon Mega Effects Mascara – to tusz do rzęs, który nie wibruje i „nie wariuje”, ale jest tak nietypowy, że nie wiadomo jak się nim malować. Jest niezwykle szeroki i płaski, a jego budowa przypomina bardziej zalotkę niż tusz do rzęs. W podobny zresztą sposób się nim malujemy. Spiralka (hm…właściwie słowo spiralka przestaje mieć tu sens) jest płaska i wygląda jak silikonowy grzebyk w kształcie księżyca. Moja przyjaciółka, widząc ten tusz, zawołała, że wygląda on jak lód na patyku. Coś w tym jest. Tusz wysuwa się z pojemniczka, można nawet zgiąć ruchomą rączkę zakończoną grzebyczkiem i w takiej nietypowej pozycji, na płasko należy malować nim rzęsy. Byłam sceptyczna do tego pomysłu i kupiłam go tylko dlatego, że chciałam przekonać się, jak zadziała taki wynalazek. Okazało się – ku memu zaskoczeniu – że ten tusz do rzęs jest fenomenalny. Jego giętka rączka sprawi, że nie pobrudzicie sobie powieki podczas tuszowania rzęs, a szeroki, precyzyjny grzebyczek świetnie łapie każdą rzęsę. Tusz zdał u mnie egzamin praktyczny, ale nie zdał tego związanego z wytrzymałością: już po 3-ch godzinach zauważyłam, że maskara się kruszy i dostaje się do oka.

3. Guerlain La Petite Robe Noire – tusz do rzęs, który ma wydłużać, pogrubiać i rozdzielać rzęsy. Przyznam, że lubię produkty Guerlain, jednak ten tusz… po prostu jakoś mnie odpycha samą swoją estetyką. Na zwieńczeniu buteleczki pstrzy się kiczowate, plastikowe serduszko, które sprawia, że czuję się, jakbym wyskoczyła z kreskówki o kucykach Pony. Spiralka ma kształt stożka zakończonego kulką. Właściwie nie mam jej nic do zarzucenia podczas makijażu, ponieważ ta kulista forma szczoteczki bardzo dobrze łapie każdą rzęsę i pozwala je wszystkie świetnie rozdzielić. Od tuszu za taką cenę spodziewałabym się jednak nieco lepszego efektu, tymczasem moje rzęsy wyglądają bardzo… (za bardzo?) zwyczajnie. „Serduszkowa różdżka” :/ nie zdaje egzaminu.

Teraz, gdy już opisałam owe dziwne tusze do rzęs nie wiem tak naprawdę co z nimi zrobić. Gdyby tak zakopać je w jakiejś kapsule czasu – może następne pokolenia kobiet je docenią… ?

Agnieszka
Agnieszka

Włosy, włosy i jeszcze raz włosy. To miłość mojego życia. Jeżeli i Wy zwariowałyście na punkcie swojej fryzury, zapraszam do czytania. Na blogu znajdziecie wpisy o kosmetykach i pielęgnacji skalpu. Dowiecie się też, jak modnie ułożyć włosy, jakie gadżety fryzjerskie są na topie i jakich włosowych grzeszków nie popełnić. Miłej lektury!

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź

Twój E-Mail nie będzie publikowany